
Kilka dni temu miałam sytuację, która bardzo mocno uświadomiła mi, jak ważna jest reklama i jak ogromne znaczenie ma komunikacja marketingowa – nawet w najprostszych produktach. Od zawsze powtarza się przecież powiedzenie, że „reklama jest dźwignią handlu”. Ale kiedy do reklamy dołożymy PR i psychologię – powstaje nam cały #marketing.
Otóż: historia z apteki
Stojąc w kolejce w aptece, mój wzrok przyciągnęły kolorowe opakowania sezonowych herbat. Ładne, nowoczesne grafiki, od razu obudziły we mnie ciekawość. Zerknęłam na cenę – około 7-8 zł. Pomyślałam: trochę drogo jak na no name, skoro to tylko herbata kupowana przy okazji. Ale wtedy włączyła się potrzeba – w domu właśnie brakowało mi dobrej herbaty.
Kupiłam więc jedno opakowanie. I dopiero w domu, rozpakowując zakupy, zobaczyłam coś, co całkowicie zmieniło moje spojrzenie. W środku było 30 torebek – nie 20, jak to zwykle bywa. Gramatura była wyższa, a cena – w przeliczeniu – znacznie korzystniejsza niż klasyczne opakowania. I wtedy pojawiło się pytanie: dlaczego producent nie zakomunikował tego wprost na froncie opakowania? Dlaczego ta informacja nie była podana większą czcionką, tak aby klient od razu mógł to dostrzec, stojąc w kolejce?
Dlatego widać jak ważna jest siła informacji
Jestem przekonana, że gdyby ta informacja była wyeksponowana – „30 torebek w opakowaniu” – prawdopodobnie kupiłabym od razu dwa-trzy smaki, a nie jedno opakowanie. Nie tylko ja – inni klienci również. To doskonały przykład na to, jak brak czytelnego przekazu może ograniczać sprzedaż, nawet jeśli sam produkt ma świetny stosunek jakości do ceny.
Podsumowując:
I tu wracam na swoje podwórko – do edukacji. W przedszkolach i żłobkach często zapominamy, że coś, co dla nas jest oczywiste, dla rodzica może być kompletną nowością. To, co my traktujemy jako standard, dla klienta (rodzica) może być kluczowym czynnikiem różnicującym.
Jeśli mamy np. dodatkowe zajęcia, świetne podejście do adaptacji czy autorskie programy rozwojowe – mówmy o tym! Nie zakładajmy, że każdy rodzic sam to zauważy. Tak jak w moim przypadku z herbatą – atrakcyjna treść była ukryta w środku, a wystarczyłby jeden mocny komunikat na froncie.
Mój wniosek
Marketing to nie tylko „ładne obrazki” i reklamy. To także – a może przede wszystkim – umiejętność opowiedzenia o tym, co robimy najlepiej, w prosty i czytelny sposób. To podkreślenie różnic, które mogą przyciągnąć rodzica czy klienta.
Moja lekcja z herbaty? Patrzmy na swoje placówki oczami klienta. Komunikujmy prosto, wyraźnie i odważnie. Bo czasem wystarczy większa czcionka na opakowaniu (czyli w naszym przypadku – na stronie, w reklamie, w folderze), aby zyskać nowego rodzica, nowego ucznia i wykonać kawał świetnej roboty, którą i tak przecież codziennie wykonujemy.
A na koniec – zachęcam, by czytać etykiety nie tylko herbat. 😊 Bo każda taka obserwacja to doskonała lekcja marketingu w praktyce.
Róża Szyperek
Marketing Manager
Norlandia Przedszkola i Żłobki
